Drzwi otwarte. Terminy pozostają zamknięte

Pomorski Urząd Wojewódzki zaprasza 10 października cudzoziemców do Wydziału Spraw Cudzoziemców przy ul. Chmielnej 74/76 w Gdańsku. W godz. 8:00–13:00 będzie można uzyskać informacje o aktualnych procedurach, dokumentach potrzebnych do legalizacji pobytu oraz — jeżeli dana osoba jest do tego uprawniona — o prowadzonym postępowaniu.

W tym samym komunikacie urząd dodaje jednak zdanie, które właściwie streszcza cały problem: stawiennictwo tego dnia nie jest podstawą do przyspieszenia procedowania wniosku.

To przynajmniej jasne. Jeszcze ktoś mógłby bowiem pomyśleć, że skoro urząd organizuje specjalny dzień dla osób oczekujących na załatwienie spraw pobytowych, wydarzenie ma jakiś związek z rozwiązaniem podstawowego problemu tych ludzi.

Nie musi mieć. Można zapytać, dlaczego się czeka. Można dowiedzieć się, że się czeka. Można wyjść bogatszym o wiedzę, że nadal trzeba czekać.

Najważniejsza jest droga

Można odnieść wrażenie, że administracja wychodzi z dość osobliwego założenia: cudzoziemca sama decyzja właściwie nie interesuje.

Liczy się droga.

Kolejna wizyta. Kolejny numerek. Kolejne pytanie o stan postępowania. Kolejne pismo. Kolejne miesiące oczekiwania.

Perspektywa, że pewnego dnia urząd naprawdę wyda decyzję, powinna wręcz wywoływać lekki smutek. Bo co wtedy? Koniec tej pięknej przygody w ciepłych murach urzędu. Game over.

Trochę jak u widza serialu, który nie czeka na finał, tylko z ulgą dowiaduje się, że producenci zamówili następne sezony. Akcja może posuwać się bardzo powoli, bohaterowie mogą przez lata chodzić po tych samych korytarzach, ale najważniejsze, że w najbliższym czasie nic definitywnie się nie skończy.

W tym ujęciu przewlekłość przestaje być problemem. Staje się formatem. A Dzień Otwarty — odcinkiem specjalnym.

Trudno tu nie przypomnieć sobie barejowskiej logiki prezesa spółdzielni z Alternatywy 4: nie po to siedzi się za biurkiem, żeby petent dostał mieszkanie, lecz żeby cierpliwie wyjaśnić mu, dlaczego właśnie teraz go nie dostanie.

W sprawach pobytowych mechanizm brzmi niepokojąco znajomo. Cudzoziemiec nie musi dostać decyzji. Może za to dostać informację o tym, dlaczego jeszcze jej nie dostał. Potem kolejną informację, że nadal jej nie dostał. A raz na jakiś czas urząd może go serdecznie zaprosić, żeby usłyszał to osobiście.

Bareja robił komedię absurdu. Problem zaczyna się wtedy, gdy po kilkudziesięciu latach podobny mechanizm przestaje być scenariuszem serialu, a staje się praktyką administracyjną.

Tyle że cudzoziemiec nie przyszedł do urzędu oglądać serialu. Przyszedł po decyzję administracyjną.

Miesiąc wcześniej: „Nie chcemy czekać latami”

Kontrast jest tym większy, że zaledwie miesiąc wcześniej — 7 września — przed Wydziałem Spraw Cudzoziemców w Gdańsku odbył się protest osób sprzeciwiających się długotrwałym postępowaniom legalizacyjnym. Organizatorzy użyli hasła: „Nie chcemy czekać latami”.

W postulatach znalazły się m.in. żądania planu likwidacji zaległości, publikowania realnych czasów oczekiwania, sprawniejszego wykonywania czynności po skargach do WSA oraz zmian dotyczących przewlekłości postępowań. Relacje prasowe opisywały również osobiste skutki wielomiesięcznego i wieloletniego oczekiwania na decyzje.

We wrześniu więc ludzie przyszli pod urząd powiedzieć: „nie chcemy czekać latami”. W październiku urząd odpowiada Dniem Otwartym, podczas którego można zapytać o własną sprawę — z góry zastrzegając, że wydarzenie jej nie przyspieszy.

Art. 100d: beton zaczął pękać

Przez ostatnie lata szczególną rolę odgrywał art. 100d ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Regulacja zawiesiła bieg terminów w wielu sprawach pobytowych i ograniczyła praktyczną skuteczność instrumentów służących zwalczaniu bezczynności oraz przewlekłości. Formalnie okres ten został przedłużony do 4 marca 2027 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwracał uwagę, że takie rozwiązanie może powodować, iż postępowania legalizacyjne będą w praktyce trwały przez czas nieokreślony. RPO od 2024 r. wielokrotnie podnosił również problem ograniczenia cudzoziemcom środków prawnych przeciwko bezczynności i przewlekłości.

Ale w orzecznictwie nastąpiła istotna zmiana. Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że ponad dwa lata obowiązywania nadzwyczajnego rozwiązania dawały administracji wystarczająco dużo czasu na zorganizowanie obsługi spraw. WSA w Gdańsku, powołując się na utrwalającą się linię NSA, wskazuje już wprost, że po 30 czerwca 2024 r. ograniczenia wynikające z art. 100d nie powinny blokować sądowej kontroli bezczynności i przewlekłości.

Co ciekawe, w odpowiedzi cytowanej przez RPO samo MSWiA przyznało, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż sąd administracyjny — rozpoznając skargę dotyczącą okresu po 30 czerwca 2024 r. — odmówi zastosowania art. 100d i rozpozna sprawę z jego pominięciem.

24 września: trzy bardzo konkretne wyroki

Najbardziej wymowne są świeże rozstrzygnięcia WSA w Gdańsku z 24 września 2026 r.

W sprawie III SAB/Gd 426/26 sąd zobowiązał Wojewodę Pomorskiego do rozpoznania wniosku o pobyt czasowy w terminie 30 dni od otrzymania prawomocnego wyroku z aktami, stwierdził bezczynność z rażącym naruszeniem prawa i przyznał skarżącemu 2000 zł.

W sprawie III SAB/Gd 387/26 zapadło analogiczne rozstrzygnięcie: 30 dni na załatwienie sprawy, rażące naruszenie prawa i 2000 zł sumy pieniężnej.

W sprawie III SAB/Gd 374/26 sąd stwierdził przewlekłe prowadzenie postępowania z rażącym naruszeniem prawa, zobowiązał organ do rozpoznania wniosku w terminie 30 dni i przyznał cudzoziemcowi 1000 zł.

To już nie jest spór o wrażenia petenta. To są konkretne rozstrzygnięcia sądu administracyjnego dotyczące Wojewody Pomorskiego.

Zamiast kolejnego odcinka: skarga na bezczynność

Co ważne, sytuacja prawna nie wygląda dziś już tak beznadziejnie jak jeszcze wcześniej. Zgodnie z aktualnym orzecznictwem NSA i WSA art. 100d nie stanowi już szczelnej osłony przed sądową kontrolą wieloletniej bezczynności lub przewlekłości.

Jeżeli postępowanie stoi miesiącami, warto więc sprawdzić nie tylko „status sprawy”, ale również to, czy zostały spełnione warunki do użycia środków prawnych przeciwko bezczynności lub przewlekłości.

Skarga na bezczynność Wojewody — kiedy i jak można ją złożyć

To nie jest gwarancja natychmiastowej decyzji. Jest to jednak realny instrument procesowy, a najnowsze orzeczenia z Gdańska pokazują, że sądy potrafią nie tylko nakazać organowi działanie, ale również stwierdzić rażące naruszenie prawa i przyznać stronie sumę pieniężną.

Można więc przyjść i zapytać

Dzień Otwarty może być użyteczny dla osoby, która dopiero rozpoczyna procedurę, nie zna zasad, potrzebuje listy dokumentów albo podstawowej informacji.

Inaczej wygląda sytuacja człowieka, który czeka kilkanaście miesięcy czy dwa lata na zakończenie konkretnego postępowania. On zwykle już wie, że sprawa istnieje. Wie, że urząd ma dokumenty. Wie, że postępowanie jest „w toku”.

Jego problemem nie jest brak informacji, że czeka.

Jego problemem jest to, że czeka.

Dlatego szczególnego uroku nabiera oficjalne zastrzeżenie urzędu, że stawiennictwo podczas Dnia Otwartego nie jest podstawą do przyspieszenia procedowania wniosku.

Można przyjść. Można porozmawiać. Można dowiedzieć się, na którym odcinku serialu jesteśmy.

Tylko finału proszę się nie spodziewać.